• Trasy i szlaki
  • Góry Stołowe zimą - Szczeliniec i Błędne Skały. Jak planować?

Góry Stołowe zimą - Szczeliniec i Błędne Skały. Jak planować?

Mikołaj Maciejewski 8 sierpnia 2026
Góry Stołowe zimą. Śnieg pokrywa skalne formacje i drzewa, tworząc malowniczy krajobraz. W oddali widać zalesione wzgórza i mglistą dolinę.

Spis treści

Zimą ten masyw jest piękny, ale nie wybacza złego wyboru trasy. W tym tekście pokazuję, które szlaki mają sens przy śniegu i lodzie, gdzie robi się naprawdę ślisko oraz jak ułożyć wyjazd tak, żeby zobaczyć najciekawsze miejsca bez niepotrzebnego ryzyka.

Najważniejsze zasady na zimowy wyjazd w ten masyw

  • Najbezpieczniej zacząć od krótszych pętli, zwłaszcza od Skalnych Grzybów i podejścia na Szczeliniec z Karłowa.
  • Błędne Skały zimą wymagają lepszego planu, bo po sezonie nie ma obsługi ruchu, a górny parking jest zamknięty.
  • Poza sezonem wejście na Szczeliniec i do Błędnych Skał odbywa się na własną odpowiedzialność.
  • Na śnieg i lód bardziej niż grube ubranie działają raczki turystyczne, kije i dobra podeszwa.
  • W zimie wygrywa prosty plan: jedna główna trasa, jeden zapas czasu i szybki powrót przed zmrokiem.

Jak czytać zimowe szlaki w tym masywie

Ja zimą patrzę na ten teren inaczej niż latem. Nie pytam najpierw, co jest najładniejsze, tylko gdzie są schody, gdzie jest cień, gdzie wiatr potrafi wywiewać śnieg z wierzchowiny i czy da się sensownie zawrócić, jeśli warunki się pogorszą.

W Parku Narodowym Gór Stołowych poza sezonem turystycznym wejście na Szczeliniec Wielki i do Błędnych Skał jest możliwe, ale na własną odpowiedzialność. To ważne, bo zimą nie chodzi już tylko o estetykę trasy, lecz o to, czy śnieg, lód i krótki dzień nie zrobią z pozornie łatwego spaceru męczącej przeprawy. Dodatkowo poza trasami turystycznymi można korzystać z około 120 km szlaków pieszych bez opłat, więc zimowy wyjazd wcale nie musi kończyć się na dwóch najbardziej znanych punktach.

W praktyce oznacza to jedno: warto planować trasę tak, jak planuje się dobry trening w górach, czyli z marginesem. Przy takich warunkach jedna zła decyzja na starcie mści się szybciej niż latem. Dlatego najpierw wybieram wariant trasy, a dopiero później dorzucam tempo i ambicję.

Które trasy wybrać na pierwszy zimowy wyjazd

Jeśli miałbym ułożyć prostą hierarchię, zacząłbym od tras krótszych i bardziej przewidywalnych. Zimą nie wygrywa ten, kto idzie najdłużej, tylko ten, kto wraca bez walki z lodem na schodach i bez ciśnienia na „zaliczenie wszystkiego”.

Trasa Dystans i czas z opisu parku Charakter zimą Moja ocena
Szczeliniec Wielki z Karłowa 3,6 km, około 3,5-4 h całości Krótka, ale z dużą liczbą schodów i wąskich miejsc Najlepsza klasyka, jeśli warunki są stabilne
Skalne Grzyby z Batorówka 6,7 km, około 1 h 5 min w górę i 45 min w dół Niewielkie przewyższenia, dobra pętla na spokojny dzień Najrozsądniejszy wybór na pierwszy spacer
Torfowiska z Batorówka 14,5 km, około 4 h 15 min w obie strony Dłuższa pętla, bardziej wymagająca czasowo Dla osób, które chcą konkretnego marszu, nie krótkiego spaceru
Błędne Skały z Kudowy-Zdroju 16,3 km, około 6 h całości Najbardziej wymagający wariant logistycznie i kondycyjnie Dobry tylko przy pewnej pogodzie i dłuższym dniu

W tym zestawieniu najbardziej lubię dwie opcje: Skalne Grzyby jako bezpieczny start oraz Szczeliniec jako zimową ikonę, ale tylko wtedy, gdy schody nie są oblodzone. Tę drugą trasę warto zostawić na moment, kiedy góra naprawdę wygląda na „do zrobienia”, a nie tylko na ładną z parkingu.

Jeżeli ktoś przyjeżdża tu pierwszy raz, ta kolejność zwykle działa najlepiej. A jeśli chce od razu wejść głębiej w najważniejsze klasyki, to warto rozebrać je osobno, bo ich zimowy charakter mocno się różni.

Szczeliniec Wielki zimą

To najbardziej oczywisty cel i jednocześnie miejsce, które zimą najłatwiej przecenić. Oficjalna pętla z Karłowa ma 3,6 km, ale sam start od parkingu do góry prowadzi po około 680 kamiennych schodach. Całość zajmuje zwykle 3,5-4 godziny, więc nie jest to „krótki wypad na chwilę”, tylko pełnoprawna wycieczka.

Największy plus jest prosty: na trasie dostaje się wszystkie rzeczy, po które ludzie tu przyjeżdżają, czyli Tron Liczyrzepy, tarasy widokowe, skalny labirynt i Piekiełko. Największy minus też jest prosty: jeśli schody łapią lód, to cała atrakcyjność staje się mniej ważna niż przyczepność buta. Właśnie dlatego zimą nie traktuję Szczelińca jak miejsca na szybkie tempo. To bardziej trasa na spokojny marsz, z kontrolą kroków i bez ścigania się z grupą.

W sezonie warto wejść rano albo późnym popołudniem, bo park sam podpowiada te godziny jako najlepsze przy dużej popularności trasy. Zimą ten argument jest jeszcze mocniejszy, bo krótki dzień nie wybacza spóźnienia. Jeśli widzisz, że na schodach zalega świeży, mokry śnieg albo wszystko zamarzło po odwilży, lepiej odpuścić detaliczny spacer po tarasach i wrócić tutaj w lepszym oknie pogodowym.

Ja na Szczelińcu zimą zakładam pełne skupienie na terenie, nie na tempie. A jeśli ktoś chce podobnej klasyki, ale z inną logistyką, następny cel bywa jeszcze bardziej kapryśny.

Błędne Skały bez złudzeń

Błędne Skały są zimą piękne, ale tylko wtedy, gdy zaakceptujesz ich ograniczenia. Oficjalny wariant z Kudowy-Zdroju ma 16,3 km i około 6 godzin przejścia, z czego sam zielony odcinek do labiryntu to około 8 km, a końcówka jest stroma. Park podaje też, że po sezonie nie ma obsługi ruchu turystycznego, a wejście odbywa się na własną odpowiedzialność.

Najważniejsza rzecz praktyczna: nie ma wjazdu na górny parking przy Błędnych Skałach. Zimą samochód zostawia się na bezpłatnym parkingu YMCA i dalej idzie pieszo niebieskim szlakiem około 3,5 km albo zielonym około 4,7 km. To zmienia całą logikę wycieczki, bo nagle nie jedziesz „na atrakcję”, tylko planujesz pół dnia z dojściem, labiryntem i powrotem.

Sam labirynt zajmuje około godziny, a przejścia są miejscami wąskie, prowadzone po kładkach. To jest dokładnie ten typ miejsca, który zimą robi świetne wrażenie przy spokojnej pogodzie, ale nie wybacza nerwowego pośpiechu. Jeśli do tego dorzucisz brak punktów gastronomicznych na miejscu i zimą nieczynną infrastrukturę na górnym parkingu, robi się jasne, że to nie jest wybór „na wszelki wypadek”.

Ja wybieram Błędne Skały tylko wtedy, gdy dzień jest stabilny, światło wystarczy na spokojny powrót, a grupa naprawdę akceptuje dłuższy marsz. Przy dzieciach, słabszej widoczności albo po nocnym przymrozku lepiej wybrać coś prostszego. I właśnie takie prostsze pętle zwykle ratują cały zimowy wyjazd.

Spokojniejsze pętle, które zimą naprawdę mają sens

Najuczciwiej o zimowych szlakach w tym rejonie mówić tak: nie wszystko musi być spektakularne, żeby było dobre. Czasem lepsza jest trasa, na której idzie się pewnie, niż ta, która obiecuje więcej i zabiera całą energię na walkę z warunkami.

Skalne Grzyby z Batorówka to mój podstawowy kandydat na spokojny dzień. Pętla ma 6,7 km, nie ma dużych przewyższeń i według opisu parku jest polecana praktycznie każdemu, również rodzinom z małymi dziećmi. Zimą to bardzo ważne, bo płaski profil terenu zwykle daje więcej kontroli niż ikoniczne schody czy długie, zamarzające podejścia. Do tego dostajesz ciekawą geologię bez konieczności płacenia za każde dodatkowe metry cierpliwości.

Wycieczka na torfowiska z Batorówka ma już 14,5 km i około 4 h 15 min marszu w jedną stronę, więc to wariant dla osób, które chcą dłuższej, konkretnej pętli. Trasa przechodzi przez górę Anny, okolice Małego Torfowiska Batorowskiego, Niknącą Łąkę i fragment Skalnych Grzybów. Zimą taki układ ma sens, ale tylko wtedy, gdy nie przeszkadza Ci dłuższy pobyt w terenie i potrafisz ocenić, czy torfowiskowe okolice nie będą zbyt mokre albo wietrzne po odwilży.

Krótki przystanek przy Niknącej Łące traktuję raczej jako dodatek niż osobny cel. Ta ścieżka ma 400 m, więc sama w sobie nie robi z wyjazdu pełnej wędrówki, ale dobrze pokazuje, że ten rejon można składać z mniejszych, sensownych odcinków. I właśnie taka logika często wygrywa zimą: jedna mocna trasa główna plus krótki, bezpieczny bonus.

Jeśli ktoś pyta mnie o najrozsądniejszy wariant na rodzinny lub spokojny dzień, zwykle wskazuję właśnie takie pętle, a nie najbardziej znane punkty z pocztówki. Następny krok to przygotowanie sprzętu, bo bez niego nawet dobra trasa zaczyna kosztować za dużo energii.

Sprzęt i plan dnia, które realnie robią różnicę

Na zimowe wyjście w te góry zabieram mniej gadżetów, a więcej rzeczy, które naprawdę zwiększają szansę na pewny krok. Tu nie chodzi o „wrażenie przygotowania”, tylko o kilka elementów, które robią różnicę na śliskich schodach i w cieniu między skałami.

  • Buty z agresywnym bieżnikiem - zimą gładka podeszwa przegrywa już na pierwszym oblodzonym stopniu.
  • Raczki turystyczne - lekkie nakładki z metalowymi zębami, które pomagają na ubitym śniegu i lodzie.
  • Kije trekkingowe - dobre na dłuższy marsz, ale na bardzo wąskich schodach wymagają wprawy.
  • Warstwa przeciwwiatrowa - na wierzchowinach chłód potrafi ciąć mocniej niż w lesie.
  • Czołówka - przy krótkim dniu zimą nie traktuję jej jako zapasu, tylko jako standard.
  • Telefon z offline mapą i powerbank - zasięg bywa różny, a zimno szybciej zjada baterię.

Do tego dorzucam proste liczby, które lubią działać lepiej niż życzeniowe myślenie. Na krótszą trasę biorę zwykle 0,5-1 litr płynu, na dłuższą 1-1,5 litra, bo zimą człowiek często pije za mało tylko dlatego, że nie czuje takiego pragnienia jak latem. Startuję też wcześniej niż „na spokojnie”, najlepiej tak, żeby najpóźniej po południu mieć już wyraźny margines na zejście i powrót do auta.

Jeśli jedziesz z dzieckiem albo z psem, sprawdź ograniczenia przed wyjściem. Na trasę turystyczną Błędnych Skał z psem nie wejdziesz, a na Szczelińcu pies może wejść tylko do wybranych miejsc, nie na całą trasę turystyczną. To detal, który potrafi wywrócić plan dnia bardziej niż pogoda.

Gdy sprzęt i czas są poukładane, zostaje ostatni filtr: czy warunki są wystarczająco dobre, żeby nie zamieniać wycieczki w walkę o bezpieczeństwo. I właśnie to rozstrzyga, kiedy iść, a kiedy zrobić krótszy wariant.

Kiedy lepiej skrócić plan albo odpuścić

Zimą odpuszczenie nie jest porażką, tylko dobrą decyzją. Jeśli na schodach jest czarny lód, po nocnym mrozie przyszła odwilż, wieje mocniej niż zwykle albo widoczność spada, to zwyczajnie skracam trasę. Z doświadczenia wiem, że najwięcej błędów popełnia się wtedy, kiedy człowiek próbuje „dowieźć plan” mimo sygnałów ostrzegawczych.

W praktyce trzy rzeczy najczęściej każą mi zmienić zamiar. Po pierwsze śliskie podejścia i schody, bo wtedy każdy metr kosztuje więcej energii. Po drugie krótki dzień, który zmusza do pośpiechu. Po trzecie zbyt ambitny zestaw tras, bo dwa duże cele jednego dnia brzmią dobrze na papierze, ale zimą często kończą się nerwowym zejściem po ciemku.

Gdy warunki są słabsze, najczęściej zostawiam w planie tylko Skalne Grzyby albo krótszy spacer po okolicy Batorówka. Taki wybór nie daje efektu „zaliczenia ikony”, ale daje coś ważniejszego: bezpieczny powrót i dobrą energię na kolejny dzień. A to w górach zimą zwykle jest lepszą miarą sukcesu niż liczba przebytych kilometrów.

Ja właśnie tak układam zimowe wyjście w Górach Stołowych: jedna sensowna trasa, jasny plan dojścia i odrobina pokory wobec lodu. Dzięki temu ten teren wciąż daje dużo satysfakcji, ale nie wymaga płacenia za nią zbyt wysokiej ceny.

FAQ - Najczęstsze pytania

Tak, Szczeliniec Wielki jest dostępny zimą, ale wejście odbywa się na własną odpowiedzialność. Trasa z Karłowa ma wiele schodów, które mogą być oblodzone, dlatego zaleca się ostrożność i odpowiednie przygotowanie.

Nie, zimą górny parking przy Błędnych Skałach jest zamknięty. Samochód należy zostawić na bezpłatnym parkingu YMCA, a następnie dojść pieszo niebieskim lub zielonym szlakiem, co wydłuża wycieczkę.

Na pierwszy zimowy wyjazd polecane są krótsze i mniej wymagające trasy, takie jak pętla Skalnych Grzybów z Batorówka. Oferuje ona niewielkie przewyższenia i jest dobrym wyborem na spokojny dzień.

Kluczowe są buty z agresywnym bieżnikiem, raczki turystyczne, kije trekkingowe, warstwa przeciwwiatrowa oraz czołówka. Pamiętaj też o naładowanym telefonie z mapą offline i powerbanku.

Oceń artykuł

Ocena: 0.00 Liczba głosów: 0

Tagi

góry stołowe zimą
szczeliniec wielki zimą
błędne skały zimą
Autor Mikołaj Maciejewski
Mikołaj Maciejewski
Nazywam się Mikołaj Maciejewski i od pięciu lat jestem związany z biegami górskimi, treningiem oraz sprzętem. Moja przygoda z tymi tematami zaczęła się od pasji do aktywności na świeżym powietrzu, która przerodziła się w zaangażowanie w sport wytrzymałościowy. Uwielbiam dzielić się swoją wiedzą na temat efektywnego treningu oraz doboru odpowiedniego sprzętu, by pomóc innym biegaczom w osiąganiu ich celów. Piszę o różnych aspektach biegów górskich, od technik treningowych po recenzje sprzętu, zawsze starając się dostarczać rzetelne i aktualne informacje. Dokładam starań, aby moje teksty były zrozumiałe i przystępne, co osiągam poprzez porównywanie źródeł oraz upraszczanie skomplikowanych zagadnień. Moim celem jest wspieranie społeczności biegaczy w odkrywaniu pasji do górskich szlaków oraz efektywnego treningu.

Udostępnij artykuł

Napisz komentarz