Leśnickie sedlo to jedna z tych przełęczy, które łączą dobry widok, prosty dojazd i sensowny teren do krótkiego wyjścia albo treningu w górach. Poniżej pokazuję, gdzie leży ten punkt w Pieninach, co widać z grzbietu, jak najlepiej do niego dojechać i które warianty trasy mają najwięcej sensu dla turysty oraz biegacza. Jeśli planujesz wyjazd w Małe Pieniny, ta wiedza oszczędzi ci błądzenia po mapie i pomoże dobrać sprzęt do otwartego, wietrznego terenu.
Najkrócej, co warto wiedzieć przed wyjazdem
- Przełęcz leży po słowackiej stronie Pienin, blisko granicy z Polską, na skraju popularnych tras widokowych.
- Wysokość wynosi około 710–720 m n.p.m., więc to dobry punkt startowy, ale bez logistycznej komplikacji wysokogórskiej.
- Najkrótszy i najbardziej naturalny cel to Wysoki Wierch, oddalony o około 2,4 km od przełęczy.
- Panorama obejmuje Tatry i najważniejsze pasma Pienin, a przy dobrej przejrzystości widoki są naprawdę szerokie.
- To dobre miejsce na lekki trening górski, zwłaszcza na podbiegi i kontrolowany zbieg po trawiastej nawierzchni.
Gdzie leży ta przełęcz i dlaczego dobrze wpisuje się w Pieniny
Ta przełęcz znajduje się na wschodnim skraju Pienin, po słowackiej stronie, bardzo blisko granicy z Polską. W praktyce działa jak naturalny łącznik między niższą drogą a grzbietami, które szybko otwierają się na Małe Pieniny i sąsiednie pasma. Nie jest to samotny punkt na mapie, tylko wygodna brama do krótszych i dłuższych wyjść.
To ważne również z perspektywy biegacza. W Pieninach nie zawsze wygrywa najwyższy szczyt, lecz taki punkt, z którego można sensownie zbudować pętlę: bez przepalania czasu na dojazd i bez sztucznego dokładania kilometrów. Ja traktuję to miejsce właśnie tak: jako start, nawrotkę albo krótki akcent na grzbiecie, a nie jako cel sam w sobie. Dzięki temu łatwiej zaplanować trasę pod dzień, pogodę i poziom zmęczenia.
Jeśli patrzysz szerzej na region, to od razu widać, że Pieniny są tu czytelne geograficznie: doliny, otwarte grzbiety i bliskość granicy układają trasę w logiczną całość. To prowadzi wprost do kolejnego pytania, czyli tego, co z samej przełęczy faktycznie widać.

Co widać z przełęczy i kiedy panorama robi największe wrażenie
Najmocniejszym argumentem za tym miejscem są widoki. Z przełęczy rozciąga się szeroka panorama na Tatry, Wysoki Wierch, Durbaszkę, Trzy Korony i Wysoką, a przy dobrej przejrzystości także na dalsze pasma po stronie słowackiej i beskidzkiej. To jeden z tych punktów, gdzie krajobraz nie jest dodatkiem do trasy, tylko jej główną treścią.
W praktyce najlepiej działa tu poranek albo późne popołudnie, gdy światło lepiej rysuje warstwy gór i oddziela od siebie grzbiety. Przy pełnym słońcu widok bywa bardziej surowy, ale mniej plastyczny. Ja najbardziej cenię to miejsce wtedy, gdy powietrze jest czyste po chłodniejszej nocy, bo wtedy Tatry na horyzoncie robią wyraźne, niemal graficzne wrażenie.
Trzeba też pamiętać, że przełęcz jest otwarta i potrafi mocno łapać wiatr. To drobiazg tylko na papierze, bo w terenie zmienia komfort całego wyjścia. Z tego powodu widok warto łączyć z rozsądnym dojazdem i dobrym wyborem pory dnia, a właśnie temu służy następna sekcja.
Jak dojechać i gdzie zacząć wyjście
Od polskiej strony najwygodniej myśleć o dojeździe przez Piwniczną-Zdrój i Starą Lubowlę, a potem w kierunku Kamienki i Veľkiego Lipnika. Z Sromowiec Niżnych też da się tu sensownie dotrzeć, ale niezależnie od wariantu warto założyć, że to już wyjazd po słowackiej stronie granicy, więc dobrze mieć w planie zapas czasu i prostą nawigację offline.
Na samej przełęczy zwykle da się zaparkować, ale to nie jest wielki węzeł turystyczny. Im wcześniej przyjedziesz, tym mniejsze ryzyko, że utkniesz między spacerowiczami i biegaczami na krótki poranny wypad. To szczególnie ważne, jeśli chcesz połączyć parking z treningiem i nie tracić rytmu na szukaniu miejsca.
Ja patrzę na ten punkt tak: jeśli planujesz tylko stanąć, zrobić zdjęcie i wrócić, przyjedź o dobrej porze dnia. Jeśli chcesz pobiegać, zaparkuj tu i od razu zamień przełęcz w start pętli, bo właśnie w tej roli wypada najlepiej.
Trasy, które mają tu największy sens dla piechurów i biegaczy
Najuczciwiej patrzeć na to miejsce przez pryzmat dwóch wariantów: krótkiego wypadu na Wysoki Wierch oraz lekkiej pętli grzbietowej. Oba rozwiązania są logiczne, ale każdy służy trochę innemu celowi. Jeśli chcesz zobaczyć dużo w krótkim czasie, wybierz krótki podbieg; jeśli chcesz pobiegać, lepsza będzie pętla.
| Wariant | Dystans i czas | Przewyższenie | Dla kogo |
|---|---|---|---|
| Wysoki Wierch tam i z powrotem | Około 2,4 km do szczytu, mniej więcej 65 minut marszu w jedną stronę | Około 190 m | Na szybki widokowy cel, krótki akcent albo spokojny spacer |
| Pętla przez Tokárne i Šľachovky | Około 4,8–5,1 km, mniej więcej 1:24–1:45 | Około 272–290 m | Na lekki trening biegowy, pracę nad podbiegiem i kontrolowany zbieg |
Warto tu rozróżnić czas pieszy od czasu biegowego. Na takiej trasie zegarek łatwo kusi do zawyżania możliwości, ale w Pieninach to nawierzchnia i nachylenie dyktują tempo bardziej niż sam dystans. Na mokrej trawie i miękkiej ścieżce różnica między spokojnym biegiem a ślizganiem się jest większa, niż sugeruje profil wysokości.
Jeśli miałbym rozpisać prosty trening, zrobiłbym tu 15 minut rozgrzewki, 4 do 6 powtórzeń podbiegu po 2 do 3 minuty i spokojny zbieg bez szarpania tempa. Taki schemat daje więcej niż chaotyczne „dokręcanie” kilometrów, bo uczy rytmu, ekonomii i pewności stawiania stopy. To właśnie dlatego ta przełęcz jest dobra nie tylko na spacer, ale też na rozsądny górski akcent.
Po takim wyborze trasy zostaje już tylko jedna rzecz: ubrać się tak, żeby warunki nie zjadły całego komfortu na starcie.
Jak się ubrać i biec w tym terenie
Na tę okolicę zabieram przede wszystkim buty trailowe z wyraźnym bieżnikiem, najlepiej około 3–5 mm, bo trawa, ziemia i wilgoć potrafią w jednym miejscu zamienić się w śliską mieszankę. Jeśli planujesz tylko krótki wypad, lekka para wystarczy, ale asfaltowe buty szybko pokażą swoją słabość na zbiegu. Tu przyczepność ma większe znaczenie niż sama amortyzacja.
W plecaku lub pasie biegowym dobrze mieć:
- lekki wiatrówkę albo cienką kurtkę, bo otwarta przełęcz potrafi zaskoczyć podmuchami;
- 0,5 l wody na krótki wariant lub 0,75–1 l na dłuższą pętlę;
- czapkę z daszkiem albo okulary, jeśli planujesz wyjście w pełnym słońcu;
- telefon z pobraną mapą offline, bo w pograniczu zasięg bywa nierówny.
Polecam też rozsądne podejście do kijów. Na sam krótki podbieg na Wysoki Wierch zwykle nie są potrzebne, ale przy dłuższym łączeniu grzbietów mogą pomóc utrzymać rytm marszobiegowy. Największy błąd widzę zwykle nie w sprzęcie, tylko w założeniu, że „to przecież tylko przełęcz”. W Pieninach otwarty teren potrafi zmęczyć szybciej niż sugeruje wysokość na mapie.
Co z tej przełęczy zostaje w pamięci najbardziej
To miejsce nie wygrywa wysokością, tylko proporcją wysiłku do nagrody. Zamiast długiego, wyczerpującego podejścia dostajesz szybki dostęp do panoramy, a przy okazji sensowny punkt startowy na Wysoki Wierch i dalsze grzbiety Pienin. Właśnie dlatego lubię takie lokalizacje najbardziej: są konkretne, uczciwe i od razu dają efekt, który czuć w nogach i w głowie.
Jeśli masz tylko pół dnia, nie próbuj robić z tego wielkiej wyprawy. Najlepszy wariant to prosty plan: dojazd, krótki ruch na grzbiet, chwila na widok i powrót bez pośpiechu. To wystarczy, żeby zrozumieć charakter tej części Pienin bez dokładania sobie niepotrzebnej logistyki.
Jeżeli miałbym wybrać jeden pierwszy scenariusz, wziąłbym wejście z przełęczy na Wysoki Wierch i powrót tą samą drogą. To najbezpieczniejszy sposób, żeby złapać skalę miejsca, zrobić dobry górski ruch i zobaczyć, dlaczego ta przełęcz tak dobrze działa jako punkt na styku szczytów i pasm.
